Moja historia

Dorastałam w domu, który był jednocześnie zagracony i niestabilny, bałagan fizyczny szedł w parze z chaosem emocjonalnym. Nigdy nie czułam się w nim naprawdę bezpiecznie.

Wnętrza kochałam od zawsze. Zostałam projektantką wnętrz, projektowałam meble na wymiar. Wydawałoby się, że jeśli ktoś potrafi stworzyć piękną, uporządkowaną przestrzeń, to właśnie ja. A jednak bałagan wciąż mnie doganiał. Przenosiłam go z domu do domu, mimo całej mojej wiedzy o wnętrzach – nie potrafiłam zrozumieć dlaczego bałagan wraca i wcześniej nie zajęłam się jego prawdziwą przyczyną. Skupiałam się na formie, nie na tym, co się pod nią kryło.

Szukając odpowiedzi, trafiłam na feng shui. Lata nauki i udzielania konsultacji. Myślałam, że to ono w końcu mi pomoże, że wystarczy odpowiednio ustawić meble, wprowadzić właściwe elementy, a porządek wreszcie się utrzyma. Ale mimo wdrażania kolejnych zasad, bałagan i tak wracał.

Dopiero wtedy zaczęłam czuć, że problem nie leży w układzie przestrzeni, tylko w układzie nerwowym – w moim ciele, w sposobie, w jaki reagowałam na stres, bezpieczeństwo i kontrolę.

Wstyd, poczucie własnej niewystarczalności, potrzeba udowadniania swojej wartości i perfekcjonizm – wszystko to odbijało się w mojej przestrzeni. Nie miałam wtedy żadnych narzędzi, które pozwoliłyby mi zrozumieć, że to, co dzieje się w moim domu, jest odbiciem dawnej, nieprzepracowanej traumy. Przez wiele lat funkcjonowałam w trybie przetrwania, nie wiedząc nawet, że to właśnie to robię.

Dziś już to wiem. I to właśnie ta praca z przestrzenią i świadomość jak to ze sobą jest połączone, a nie feng shui, nie kolejna metoda organizowania była tym, co naprawdę mnie uzdrowiło.

Teraz towarzyszę innym osobom w przechodzeniu przez podobny proces -pomagam im zrozumieć nieuświadomioną relację z własną przestrzenią, tak by mogły odzyskać wewnętrzny spokój i poczuć się naprawdę u siebie, zarówno w domu, jak i w życiu.

 

Ty też możesz to poczuć.